Tytuł: Kontynuacja Luny cz. II
Kiedy: piątek, 17 kwietnia 2009 15:29:05
Kto: Sasi &
Inu
Ile: 4
Luna cz. 10
Dach szkoły, to na pewno niezbyt normalne miejsce na spotkanie, lecz Brad uparł się, aby tam iść porozmawiać. Nash odrobinę obawiał się, że młodzieniec rzuci się na niego, ale na szczęście odległość jednego metra między nimi była ciągle zachowana.
- Czemu wysłałeś ten anonim do szkoły? – spytał z pretensją w głosie blondyn. Starał się nie patrzeć na niego jak na najgorszego śmiecia, lecz osobę, którą jest odrobinę zainteresowany, dlatego co jakiś czas spoglądał na jego dłonie, usta bądź, co było najobrzydliwsze, krocze.
Co dziwne, Brad nie miał zamiaru się wykręcać, że to on, a jedynie uśmiechnął się radośnie, wodząc za wzrokiem blondyna.
- Żeby was trochę rozjuszyć... Zazdrosny jestem - odpowiedział wprost i oblizał wargi.
- Wpędziłeś nas tylko w kłopoty, jeśli moi rodzice nie zmienią zdania będziemy musieli się wyprowadzić - kolejne kłamstewko, które pomagało w zdobywaniu przewagi. Blondyn kątem oka zobaczył lekki strach w oczach młodzieńca. – Do tego, ja nie zrezygnuje z Sean’a, lubię go dotykać i za dużo czasu poświęciłem, aby go sobie podporządkować, ale to nie znaczy, że nie potrafię poświęcać uwagi innym… - blondyn podszedł spokojnym krokiem do Brada i uwiesił się na nim, fala obrzydzenia targnęła jego ciałem i z trudem powstrzymywał się przed zwymiotowaniem na przeciwnika. – Jeszcze nigdy nie robiłem tego we trójkę…
- W trójkę powiadasz?- osiemnastolatek prychnął z pogardą. - Nie będę się dotykał do Sean'a... To jeszcze dzieciak. Szczerze cię podziwiam, że z nim wytrzymujesz, bo ja miałem juz dosyć niańczenia go - Brad podszedł do blondyna trochę i było widać, że korci go, aby nie zrobić jakiegoś szybkiego numerku, jednak się powstrzymywał.
- Nie potrafiłeś obudzić w nim tego, co ja – Nash popatrzył zadziornie na młodzieńca, wyglądał zniewalająco i właśnie, dlatego teraz mógł przejąć kontrolę nad tym bezczelnym dupkiem, który ważył się zranić jego anioła. - Wiesz, że Luna to jakby druga osoba mieszkająca w ciele Sean’a, umie o wiele więcej niż słodki braciszek…
Palce blondyna przejechały po torsie przeciwnika, znalazł mostek i zjechał trochę w lewo. Natrafił na sutek, który potarł przez materiał bluzki. Kolanem trącił udo Brada i zaśmiał się słysząc jęk, był szczerze z siebie dumny i powoli zaczynał się zastanawiać nad karierą aktora.
- Musimy iść do klasy – wyszeptał, gdy sięgał ust spragnionego osiemnastolatka, który był pewien, że w końcu skosztuje ust upragnionego blondyna.
- To ostatnia lekcja.. Zostańmy - odparł pewnie Brad. Nawet Nash nie mógł się spodziewać takiego obrotu spraw. Wychowanek sierocińca przewrócił go na ziemię i pocałował gwałtownie, dłonią od razu sięgając jego krocza. -Mi sie nie śpieszy na lekcję - powiedział osiemnastolatek z triumfem wymalowanym na twarzy, a strużka śliny przez chwile ciągnęła się od jego ust do zszokowanego blondyna.
- Tobie nie, ale ja jestem synem lekarza i idolem dla wielu osób w szkole, nie będę sobie psuł reputacji – Nash kopnął młodzieńca w krocze, ale o dziwo nie uciekł, gdy ten zwijał się z bólu obok. – To kara, następnym razem bądź delikatniejszy i zapamiętaj, że robie to wtedy, gdy mam ochotę – ku swemu obrzydzeniu i niezwykłej radości Brada, jasnowłosy musnął lekko jego usta i polizał je językiem. Zostawił swego wroga daleko za sobą, zaś sam najpierw poszedł do łazienki przepłukać usta. - 1:0 dla mnie, sukinsynu, pożałujesz, że naruszyłeś spokój mojej rodziny…
Lekcja ciągnęła się niemiłosiernie, zaś ciągle wlepione oczy Brada w pośladki Nasha, wcale nie poprawiały mu nastroju. Skarcił go wzrokiem i dalej słuchał nudnego wykładu nauczyciela o amebach.
*
Cisza, jaka panowała w domu, była niezbyt miła. Blondyn przez chwilę wystraszył się, że rodzice zabrali Sean’a do sierocińca i rzucili na pożarcie temu dupkowi. Pobiegł ile sił w nogach do pokoju. Trzasną drzwiami i zdyszany wpadł do pomieszczenia.
- Nash! Nie strasz mnie... - Sean aż podskoczył, siedząc przy biurku, a grafit od ołówka się złamał. - Co się stało? - zapytał, wstając i podchodząc do przerażonego blondyna.
- Nic, przez chwile miałem głupie wizje … - zaśmiał się nerwowo nastolatek i objął mocno drobne ciałko. Uwielbiał to uczucie, gdy te delikatne rączki, zaciskały się na jego koszuli, zaś miękkie usteczka aż prosiły, aby je zwilżyć językiem i ucałować tysiąc razy. Niestety teraz musieli być ostrożni, wtulił się jedynie w szyję chłopca i po chwili go puścił. Smutny i zarazem piękny uśmiech nie schodził z jasnej twarzy.
- Co się stało? - Luna pociągnął brata i razem usiedli na kanapie.- Nash...
- Musiałem coś zrobić, na pewno to ci się nie spodoba, ale starałem się uwieść Brada… - jasnowłosy z trudem wymawiał słowa i sklejał je w zdania. – Chce pokazać nauczycielom i dyrektorowi, że to on ma nieczyste sumienie i brudne myśli, nasza miłość jest czysta, ponieważ potrafimy żyć bez pożądania wystarczy mi, że jesteś.
- Nash, nie rób tego - poprosił rudzielec i przytulił się do niego. - Nie chcę abyś się do niego zbliżał... On jest nienormalny, gdy czegoś pragnie, zrobi ci krzywdę... Nie rób czegoś, czego nie chcesz!
Śmiech w takim momencie był mało taktowny i raczej szyderczy, lecz gdy chodziło o Nasha, to można by powiedzieć, że ten chłopak starał się rozluźnić mięśnie własnego ciała przed wybuchem gniewu. Oczywiście, że nie czuł się rozanielony, gdy ten brudny bydlak macał jego ciało, ale tylko tak mógł pokazać innym, że Brad jest zboczeńcem.
- Zostaw to mnie i już się nie martw, będę tylko potrzebował abyś raz się spotkał ze mną i Bradem i udawał, że zgadzasz się na wspólny stosunek – blondyn uprzedził kochanka i odpowiedział na jego pytanie, które kłębiło się w małej, ślicznej główce. – Nie dojdzie do niczego, mam już plan.
- No dobrze, ufam ci - brązowe oczka spotkały sie z spojrzeniem złotych tęczówek. - A... Mama tez dostała anonim i wiadomość ze szkoły... Była strasznie smutna...
- Ona w nas wierzy, nie przejmuj się tym – blondyn objął ramieniem brata i przytulił do własnej piersi, czułe głaskanie rudych włosków pomogło chłopcu się uspokoić. – Zmęczony jestem, prześpię się trochę, a potem odrobię lekcje…
Nash położył się po raz pierwszy w swoim łóżku i nakrył po samą brodę kołdrą. Zamruczał czując przyjemne ciepło i powoli zapadał się w krainie boga snów.
Płomiennowłosy w tym czasie skończył robić swoje lekcje, chociaż miał z nimi nie lada kłopoty, gdyż nigdy nie był as'em w szkole. Odłożył podręcznik do matematyki i ułożył głowę na biurku, myśląc. Nie spostrzegł się, a już spał, dręczony przez jakieś koszmary.
*
Nash nie mógł powiedzieć bratu, że idzie spać, ponieważ zmuszony jest wstać w nocy i iść do Brada. Nienawidził się za te kłamstwa i najchętniej zabiłby gołymi łapskami tego głupiego zboczeńca. Czemu los chciał, aby wtedy w lesie ich zobaczył? Czemu akurat Brad?
Nastolatek wymknął się oknem i zeszedł po rynnie. Kilka kroków od domu stał Brad. Machał do niego jak dobry przyjaciel.
- Ostatni raz wychodzę o tej porze, czego chciałeś? – syknął do nastolatka, gdy stali ukryci w krzakach koło domu. – Wiesz, jutro mamy szkolę i to od rana, przez ciebie będę niewyspany.
- Czego ja mogę chcieć... To ty chciałeś trójkąt, a jest nas dwóch... Chociaż może to i lepiej - osiemnastolatek był niezwykle pewny siebie.
- Mówiłem, nie mam ochoty, w przeciwieństwie do ciebie nie pieprze się codziennie – blondyn prychnął niczym kocur i opadł się o drzewo, które stało w sąsiedztwie z krzakami. – Ciągle jesteś niewyżyty, czy ty myślisz tylko o sexie? – spytał z niezadowoloną miną Nash, której Brad i tak nie widział, jedyne, co go interesowało to ciało, które miał na wyciągnięcie ręki i złote oczy błyszczące w świetle księżyca.
- Możliwe... Ale nie z byle osobą - oblizał spierzchnięte już usta.
- Idź sobie, chce spać – burknął jasnowłosy i odwrócił się plecami do nachalnego zboczeńca. Jak się okazało był to wielki błąd. Brad od razu złapał go od tyłu za pośladki i pchnął boleśnie na drzewo. Dłonie osiemnastolatka błądziły po całym ciele Nasha, który odczuwał po raz pierwszy przyjemność z tego dotyku. Karcił swe ciało, lecz cichy jęk wydobył ł się z jego gardła, gdy dłoń młodzieńca wjechała do jego spodni.
W tym czasie Luna obudził się i nieprzytomnie rozejrzał po pokoju. Zdziwił się, że leży w własnym łóżku, a nie przy biurku, gdzie zasnął. Przetarł oczy i spojrzał na miejsce obok siebie, po czym na łóżko blondyna, gdzie siedemnastolatek powinien sie znajdować. Wstał i podszedł do okna, aby je zamknąć, gdyż zrobiło mu sie zimno i w tym momencie jego oczy dostrzegły jakiś ruch. Zamrugał kilka razy i ciągle nie mógł uwierzyć w to, co widzi.
- Nash...- szepnął z bólem w głosie, a w oczach zakręciły mu się łzy.
Nie wiedział, co ma robić. Tak bardzo chciał zbiec i walczyć o ukochanego, jednak miał sie o nic nie martwić.
Krzaki przestały się poruszać w dole. Nash poprawił się szybko i ku własnemu zdziwieniu, pozwolił Bradowi się pocałować. Był w szoku, że jego ciało zezwoliło na takie zabawy, wcześniej lubił być dotykany tylko przez ukochanego, ale teraz …
- Jutro o tej samej godzinie, liczę na coś więcej – wyszeptał osiemnastolatek poczym objął swojego nowego kochanka i raz jeszcze pocałował. Był w 100% pewien, że Nash jest już teraz tylko jego.
Przyjemności potrafią upiększać świat, ale po chwili namiętność rozum jasnowłosego znowu, zaczął pracować. Czuł obrzydzenie do samego siebie, wspinał się po rynnie z nadzieją, że z niej spadnie, a odniesione rany będą karą za chwile uniesienia z niewłaściwą osobą. Wdrapał się na parapet i ku swemu kolejnemu zdziwieniu, jego ukochany skarb siedział prosto na łóżku i oczekiwał go. Jego mina nie mówiła niczego dobrego.
- Hej, czemu nie śpisz? – baknął bezmyślnie Nash.
- Mówiłeś, że nie dasz mu się dotknąć, że do niczego nie dopuścisz- powiedział od razu Luna, a z jego oczu popłynęły, powstrzymywane łzy.
Położył się na łóżku i ukrył twarz w poduszce, aby nie patrzeć na blondyna i znów nie ujrzeć obrazu sprzed chwili, gdzie Nash nawet nie protestuje.
- Sean ja go przecież nie kocham, to wszystko to część planu, aby go zwabić w naszą pułapkę! – blondyn na chwilę podniósł głos, nie potrafił patrzeć na łzy, które spowodował własnym zachowaniem, było mu wstyd, czuł się jak dziwka Brada. – Przecież wiesz, że tylko ciebie kocham… - jęknął błagalnym tonem.
- Nie chcę, aby taka sytuacja się jeszcze kiedyś powtórzyła - powiedział rudzielec i zapłakanymi oczami spojrzał na Nash'a. - Nawet za cenę, jaką ma być mój honor nie godzę się...
Determinacja w zaszklonych od słonych kropelek oczu była niesamowita. Sean oparł głowę na udach ukochanego i westchnął głośno. Nash kochał tego chłopca, więc aby go nie stracić musiał być posłuszny, lecz czy będzie potrafił to zrobić?
- Już nie będę tego robić, obiecuje … - wyszeptał, lecz podświadomie wiedział, że i tak będzie inaczej. Chęć zmycia winy z ukochanego była zbyt silna.
- Mam nadzieję... Bo jak nie, to nie pozwolę ci się więcej dotknąć - zagroził płomiennowłosy i zamknął oczy.
Nocy minęło dziwnie szybko, jakby słońce chciało bardzo ujrzeć, co się stanie następnego dnia. Nash obudził się, jako pierwszy i pocałunkami zaczął budzić ukochanego, próbował go ugłaskać takim zachowaniem, ponieważ poprzedniej nocy nieźle mu się dostało za wybryki z Bradem, których sam się wstydził.
- No wstawaj, bo do szkoły nie zdążysz – mruknął chłopakowi do ucha i lekko je polizał.
- Trudno - odpowiedział mu całkiem trzeźwo piętnastolatek i nakrył się bardziej kołdrą, ignorując starania brata.
- Czekam na dole na ciebie – ucałował czule policzek, który ciągle smakował jak łzy. Drzwi delikatnie skrzypnęły, zaś odgłosy zbiegania po schodach powoli się oddalały aż w końcu ucichły całkowicie.
*
Podczas całej drogi do szkoły płomiennowłosy milczał i ciągle ignorował zaczepki blondyna. Było widać, ze ciągle nie może wybaczyć mu poprzedniego wieczoru. Rozeszli się, więc w milczeniu do swoich klas, w których też byli w tym momencie traktowani, jak gorsi od innych, chociaż i tak Sean'owi bardziej to doskwierało.
Nash opadł na biurko i jęknął. Nienawidził tej szkoły i każdego człowieka, który w niej przebywał. Szczególną antypatią darzył głupkowato się uśmiechającego młodzieńca. Brad z satysfakcją oglądał zmęczenie na twarz swojej nowej zabaweczki. Gdy tylko zobaczył złote oczy oraz piękne usta blondyna, przypomniała mu się poprzednia noc, kiedy to ten aniołek spuścił mu się rękę.
- Wyspany? – spytał z przekąsem.
- Spadaj i nie odzywaj się do mnie – Nash na chwilę zapomniał się, przecież miał być dla osiemnastolatka miły, co w ostateczności miało zaowocować wstydliwymi zdjęciami bądź filmem. – Jestem zmęczony, zdrzemnę się …
Nauczyciel, który wszedł do Sali ogłosił apel, więc Nash postanowił, że złapie na korytarzu brata i razem… Znowu się zapomniał, teraz musiał spędzać czas z Bradem, który samym wzrokiem mówił, co chce robić.
Gdy wyszli z klasy, młodzieniec momentalnie pociągnął go za rękę w przeciwną stronę, z dala od ciekawskich oczu innych uczniów.
*
Sean stał na apelu i z utęsknieniem wypatrywał brata pośród osób z jego klasy. Stał osobno, gdyż jego koledzy ciągle nie dawali mu spokoju i nabijali się z niego przy każdej, nadarzającej się okazji. Nie udało mu się wyłowić spośród wszystkich uczniów brata ani, co gorsza, znienawidzonego osiemnastolatka, który niegdyś był jego przyjacielem. Zaczął się pomału wycofywać, żeby pójść poszukać blondyna, jednak zatrzymała go wychowawczyni, co dało kolejny powód do chichotów, ze strony jego klasy.
*
Brad zaciągnął jasnowłosego na schody prowadzące do tylnego wyjścia ze szkoły. Przyparł go do ściany i zaczął całować jego szyję oraz ramiona, z których prawie zrywał koszulę.
- Przestań, nie mam na to ochoty! – ryknął blondyn i odepchnął natarczywego młodzieńca. Powoli przestawał wierzyć, że kiedyś uda mu się uwiecznić perwersyjne zachowanie tego maniaka i uwolni się raz na zawsze.
*
Sean nie wytrzymał. Wyrwał sie nauczycielce, która aż krzyknęła, zwracając uwagę całej szkoły na tą sytuację. Luna biegł korytarzem, a jego kroki odbijały się głuchym echem od ścian, zaś za sobą słyszał obcasy swojej wychowawczyni.
"Gdzie ty jesteś!" wykrzyknął w myślach, skręcając na schody, prowadzące w dół. Chciał też uciec przed belfrem, jednak bardziej pragnął natrafić na brata. I w tym właśnie momencie usłyszał, protestujący głos blondyna, a serce w drobnej piersi rudzielca zabiło szybciej.
- Zostaw mnie! Bierz te łapska! – Nash dziko się wyrywał, zaś Brad był coraz bardziej podniecony, spora wypukłość na jego kroczu ciągle rosła, młodzieniec uwielbiał, gdy jego ofiara wije się pod nim i stara się uciec. Gdy paznokcie jasnowłosego drasnęły go w policzek, przemienił się w bestie, z całej siły kopnął z kolana w brzuch blondyna i zachichotał, gdy ten się osunął na kolana. Brad rozpiął spodnie i wystawił swoje przyrodzenie prosto przed twarz obolałego nastolatka, uderzył go mocno w twarz i złapał za jasne pasma.
Oślizgłe i mokre od nasienia prącie wsunęło się w delikatne usta chłopaka, który mimowolnie popłakał się. Czuł się nie tylko zażenowany, ale i brudny. Gdy robił to z ukochanym, to jego serce aż skakało z radości, teraz czuł jedynie ból i poruszającego się członka w jego buzi. Brad wypchnął biodra do przodu i wypełnił usta Nasha spermą, z miną prezentującą zwycięstwo, ucałował brudną twarz chłopaka i przewrócił go na ziemię.
- Nie! Zostaw, nie rób tego! – dzikie wrzaski nasiliły się, a jasnowłosy płakał niczym małe dziecko lub człowiek, który zaraz ma umrzeć i doskonale o tym wie. Mimo iż walczył, sprzączka od paska puściła i jedyną przeszkodą w zgwałceniu go były spodnie, które zapewne także zaraz poleca na bok.
Niczym symfonia dla jego uszu były zbliżające sie pośpiesznie kroki, a po chwili rozległ się wrzask najukochańszej dla jego serca osoby. Płomiennowłosy, niczym grecki bóg ognia, skoczył w kierunku osiemnastolatka, który stracił równowagę i upadł na ziemię, wraz z Brad'em, który przycisnął go po chwili z całej siły do ziemi.
- Ciebie też zgwałcę, ty szmato jedna, jak mi jeszcze raz przeszkodzisz - syknął, dusząc piętnastolatka, który nie miał najmniejszych szans w tym starciu.
- Proszę go natychmiast puścić! - wrzasnęła rozjuszona i roztrzęsiona nauczycielka, która ciężko oddychając dobiegła aż tutaj za Luną, po czym zakryła sobie usta dłonią i krzyknęła, odwracając się.
- To nie tak, to oni! – wrzasnął Brad i puścił Sean’a. – Ja nic nie zrobiłem!
Kobieta zaczęła wołać o pomoc i za wszelką cenę nie chciała przepuścić młodzieńca. Kilku nauczycieli przybiegło zaraz po usłyszeniu wołania. Gdy zobaczyli pobitego i wijącego się w bólu Nasha, szybko złapali starszego ucznia i unieruchomili mu ręce. Jedna z wychowawczyń wyjęła chusteczkę i zaczęła ocierać twarz blondyna, lekko głaszcząc go po głowie. Jasnowłosy zignorował pomoc pedagoga i skoczył ku Lunie, objął go mocno i pogłaskał po głowie.
- Idiota! – krzyknął i mocniej przytulił drobne ciałko. – Mógł ci coś zrobić, nie pomyślałeś o tym, jak mogłeś się tak narażać?! – blondyn znowu trząsł się i płakał.
- Braciszku, nic ci nie jest?- zapytał się szybko rudzielec i przytulił się mocno do blondyna.
Serce biło mu w piersi niezwykle mocno, tak bardzo sie wystraszył, że sam do końca nie wiedział, co robi, jednak cieszył sie, ze blondynowi nic się nie stało.
- Nic mi nie jest – wyszeptał jasnowłosy i dla uspokojenia nerwów, tak samo swoich jak i Sean’a, głaskał jego rude włosy i ignorując innych wczesywał zwinne palce w puszyste fale, przypominające języki z ognia.
Na miejsce wydarzeń przybył dyrektor i z uwagą wysłuchiwał relacji zbulwersowanej i obrzydzonej nauczycielki.
- Panie Zaan, panie Onni, zadzwonię do pańskich opiekunów i wrócicie do domu... - powiedział mężczyzna z rozwagą w głosie, podchodząc do braci.
- Dziękuję – szepnął jasnowłosy i dotknął dużego sińca na swoim policzku. – Teraz chyba nam pan wierzy, że nie łączy nas nic poza braterską miłością, to Brad był wszystkiemu winny, jeśli sprawdzicie jego zeszyty oraz anonim, to okaże się, że to on był ich twórcą – Nash przez chwilę się zastanowił, po czym spytał dyrektora o jeszcze jedną rzecz. – Czy można by tego nie ogłaszać w szkole, nie chce żeby ktokolwiek słyszał o tym, co tu się stało…
- Oczywiście... I przepraszamy was za podejrzenia. Możecie być pewni, że Brada juz nie spotkacie – mężczyzna spojrzał surowo na osiemnastolatka.
*
Dwaj bracia wrócili do domu. Dyrektor jednak musiał opowiedzieć o wszystkim matce Nash'a, aby kobieta jakoś pomogła mu sie pozbierać.
- Mamo! – warknął jasnowłosy, gdy kobieta kolejny raz spytała się go czy dobrze się czuje. – Nic mi nie jest, jak będę się źle czuł to powiem ci o tym.
- Na pewno mi nie powiesz – pisnęła szatynka i kolejny raz przytuliła Sean’a, który robił za jej maskotkę. – Nigdy nic nie mówisz, a ja się martwię, teraz nawet nie pójdę do sklepu!
- Zjadłbym budyniu – mruknął pod nosem blondyn. Dwa słowa zadziałały jak komenda na Panią Zaan. Ucałowała obu synów i pobiegła robić zakupy.
Bracia zaśmiali się razem, po czym Nash spojrzał czule w brązowe oczęta ukochanego.
- Chodź do mnie – szepnął i wyciągnął ręce w kierunku rudzielca.
Luna podszedł do niego i mocno się wtulił w tors osoby, którą kochał i szanował najbardziej.
- Tak się bałem, że coś ci sie stanie Nash...- szepnął i zamknął oczy mocno.
- Za bardzo się o mnie martwisz, kochanie – zaśmiał się blondyn. – Dopóki cię kocham jestem niezniszczalny, ponieważ musze żyć, aby być przy tobie – jasnowłosy przytulił się do zawiniątka, jakie siedziało na nim i powolutku położył rękę na miękkim pośladku, od razu poczuł się cudownie, czując pod palcami te idealne ciałko. - Na razie nie będziemy się całować, najpierw wymyje sobie paszcze płynem do mycia naczyń, zjem 10 paczek gumy do żucia i umyje zęby tubką pasty …
- Bredzisz… Twój słodki smak juz dawno to przezwyciężył - Luna po raz pierwszy powiedział komplement blondynowi, gdy był w pełni świadomy, po czym sięgnął jego ust i pocałował go namiętnie, jakby sam chciał oczyścić usta siedemnastolatka.
Pieszczota została szybko odwzajemniona. Znowu całowali się i obejmowali jak dawniej, mogli być razem i już nic nie stało im na drodze do szczęścia. Nash rozplątał włosy ukochanego i pozwolił, aby opadły na wątłe ramiona. Bawił się nimi przez kilka sekund, po czym zaczął je całować, niczym dłonie najpiękniejszej kobiety.
- Kocham cię – wyszeptał cichutko blondyn. – Zawsze, już po wsze czasy będziemy razem -
nagle Nash zastanowił się nad czymś. Spojrzał na kochanka, na pozycje, w jakiej siedzi to niewinne stworzenie i zrozumiał jedną rzecz. – Wiesz, co? Luna chyba odszedł…
komentarze [4]
Tytuł: Kontynuacja Luny
Kiedy: piątek, 17 kwietnia 2009 15:28:15
Kto: Sasi &
Inu
Ile: 2
Luna cz. 9
Blondyn ziewnął głośno i przeciągnął się, podrapał się po nagim brzuchu, przez co zaczął mruczeć niczym szczęśliwy kociak. Przekręcił się na bok i zaczął budzić swego kochanka namiętnym pocałunkiem. Chłopiec objął go jedynie rękoma i przyciągnął do siebie, nasilając pieszczotę, zaś nogą sięgnął krocza partnera, które momentalnie naparło, aby zakosztować nowej zabawy.
- Rano jesteś zawsze taki namiętny – zachichotał blondyn i zjechał ustami na pierś ukochanego i zaczął bawić się sutkami.
- Nie rób...- mruknął przez sen płomiennowłosy i aż zadrżał z podniecenia.
Ułożył sie na plecach i znów czekał na kolejne pieszczoty. Nie chciało mu sie otwierać oczu, a gdyby ktoś im i tym razem przerwał, pewnie skoczyłby do gardła.
- Czas wstawać – zaśmiał się starszy z chłopaków i włożył rękę w bokserki brata. – Zobacz, on już stoi, bierz z niego przykład – ręka blondyna zaczęła się ruszać, zaś piętnastoletnie ciałko obok niego wić niczym drobniutki wężyk. Słodkie usteczka rozchylały się i zamykały, więc Nas z ciekawości włożył dwa palce do buzi tego śpiącego aniołka i czekał na reakcje.
Tak, jak mógł się spodziewać. Język Sean'a niemal wariował, gdy czuł obce ciało, zaś strużka śliny spłynęła z kącika ust chłopca, który wgiął sie delikatnie i znów powrócił do ssania i lizania placów. Płomiennowłosy był strasznie zaspany, więc nawet nie wiedział, co sie z nim dzieje
- Mały zboczuszek – zachichotał ponownie Nas. – No wstawaj kochanie, nie mogę ci pozwolić zaspać do szkoły – ręka blondyna zacisnęła się mocniej na prąciu chłopaka, zaś jej ruchy nabrały tępa. Nie tylko to stało się bardziej namiętne, blondyn zastąpił palce własnym językiem, który połączył się w dzikim tańcu, pełnym gorąca i ekstazy.
Jęk Luny został zagłuszony przez pocałunek, w którym trwali, zaś słonawa ciecz w końcu wytrysnęła z jego prącia. Piętnastolatek otworzył oczy, a jego policzki znów nabrały czerwonego koloru, gdy zaczął w końcu kontaktować.
- Zemszczę sie kiedyś za to - powiedział z urażona minką.
- Najpierw idź się umyć kochanie, troszkę się pobrudziłeś – blondyn wyjął rękę i oblizał jeden z palców. – Jesteś słodziutki nawet tam – tak jak się spodziewał Nas, chłopiec zarumienił się jeszcze bardziej, wyglądał jak dojrzały pomidorek lub zachodzące słońce. Wgramolił się z powrotem pod kołdrę i wtulił w poduszkę. – Miłego dnia kochanie, a teraz pozwolisz, że sobie pośpię.
Sean szybko się umył i ubrał, po czym poszedł na dół zjeść śniadanie, a po niecałych piętnastu minutach musiał wychodzić do szkoły. Nie chciało mu się iść i nawet zaczął rozważać możliwość wagarów, jednak odrzucił tę myśl, w obawie przed gniewem przybranych rodziców.
- W zeszłym roku nie było tygodnia abym nie uciekł... Ech - westchnął i ruszył dalej drogą.
Po godzinie, Nash wykonał te same czynności tyle, że wybiegł z domu, jakby ktoś wsadził w niego niezwykłe pokłady energii. Przeskoczył niską furtkę od posesji i pobiegł prosto przed siebie. W szkole, na ostatnią sekundę przed nauczycielem, wręcz wskoczył na swoje miejsce i zdyszany opadł na blat biurko.
- Zdążyłem – szepnął sam do siebie.
- Masz coś białego na bluzie- usłyszał znudzony głos Brada za sobą, który jakby był w dobrym humorze, jednak nie do dokuczania blondynowi.
- Nie odzywaj się do mnie – jasnowłosy zignorował potem sąsiada i wyjął jeden z zeszytów, dyskretnie otworzył na samym końcu i obejrzał zdjęcie Sean’a, który wiąże włosy w warkocz. Nauczyciel ciągle nie przychodził, minęło kolejne 10 minut, więc klasa zaczęła zachowywać się bardzo głośno. Blondynowi to nie przeszkadzało, niczym zaczarowany wpatrywał się w okno i już planował jakiś miły spacerek z ukochanym.
- Panie Zaan - gdy tylko nauczyciel sie pojawił w klasie od razu padło nazwisko Nash'a, zaś na twarzy Brada zagościł najbardziej wredny uśmiech, na jaki było go stać. - Dyrektor prosi pana do siebie - oznajmił i położył teczkę na swoim biurku. - A reszta niech otworzy książki na ostatnim temacie.
Blondyn szedł z posępną miną, gdy podniósł wzrok ze swoich butów ujrzał Sean’a. Uśmiechnął się do niego ciepło i podbiegł tuląc się na sekundę do niego.
- Nie wiesz, co się stało? – spytał szeptem i wskazał na drzwi od gabinetu. – Podobno mnie wzywa i jak widzę ciebie też, myślisz, że ktoś nas widział jak zabieraliśmy plecaki?
Złotooki był szczerze zdziwiony, nic ostatnio złego nie robił, znaczy się nic, co by mogło zaszkodzić szkole, bo związek z adoptowanym bratem to raczej nie dobry uczynek.
- Nie mam pojęcia, ale możliwe - powiedział rudzielec i cicho zapukał do pokoju dyrektora. - Mam nadzieję, że nie będzie za bardzo krzyczał, bo i tak mam dzisiaj jakiś podły dzień... Jakby wszyscy sie nagle odwrócili, nawet nauczyciele patrzeli na mnie spode byka, a przecież nie uciekłem z żadnej lekcji.
- Zobaczymy brachu, zobaczymy… - mruknął jasnowłosy i wszedł tuż za bratem.
W pomieszczeniu siedziała ich wychowawczyni, szkolna pedagog oraz dyrektor. Siwiejący mężczyzna o chudej pociągłej twarzy wskazał chłopcom miejsca tuż przed sobą. Ci zaś posłusznie usiedli i z pytającym wzrokiem oczekiwali, że wielka szkolna szycha powie im, co tym razem zrobili.
- Czy wiecie, czemu tu jesteście? – spytał dyrektor i spojrzał najpierw na rudzielca, zaś potem na blondyna.
- Nie - odpowiedział także za brata jasnowłosy. – Wiemy tylko, że mieliśmy się stawić u pana w gabinecie.
- Więc musze wam najpierw coś pokazać – mężczyzna zakaszlał i wyjął z szuflady jakiś wydruk. – Dzisiaj rano to dostaliśmy.
Sean wziął zdjęcie i krótki liścik, po czym spojrzał na fotografie i aż pobladł, a jego brązowe oczy stały się o wiele większe niż normalnie. Przełknął ślinę i podał to bratu, patrząc na jego reakcję.
Fotografia przedstawiała ich obu, obściskujących się niczym para zakochanych. Na szczęście nie było pocałunku lub czegoś niemoralnego, więc poniekąd odetchnął z ulgą. Niestety treść liściku była o wiele mniej przyjemna.
- Nash Zaan i Sean Onni, są nie tylko braćmi, ale i kochankami! – przeczytał na głos, był gotowy, że coś takiego może się kiedyś zacząć, zachował zimną krew jak na prawdziwego mężczyznę przystało. – To jakiś absurd, faktycznie, obejmuje mojego brata i to często, jest bardzo delikatny i łatwo ponoszą go emocje, wtedy potrzebuje, aby ktoś go objął, zaś to – rzucił karteczkę na biurko. – To czyjeś urojenia. Osoba, która to napisała, chyba nie wie, co oznacza słowo „kochanek”.
- Częste obejmowanie rodzeństwa to mało normalna rzecz, bracia zazwyczaj się kłócą – odezwała się wychowawczyni. – Nie sądze, aby to zdjęcie przedstawiało braterską przyjaźń.
- Bo to nie jest przyjaźń – odezwał się ostro chłopak. – To miłość, kocham mojego brata i daje mu tyle uczucia ile tylko się da, przez wiele lat był sam, mieszkał w sierocińcu, to chyba normalne, że wspieram go z całego serca! – faktycznie tak było, Nash kochał całym sercem Sean’a, ale nie tylko jak kochanka, był dla niego także ważnym członkiem rodziny. Bratem, którego potrzebował i z którym się bawił teraz. Kobiety uwierzyły, ale tylko trochę, nadal pozostawały wątpliwości. W końcu Nash mógł być po prostu dobrym aktorem.
Poza tym Sean ciągle milczał i niczego nie dopowiadał, nawet się nie bronił, jakby liczył, że blondyn załatwi wszystko za nich dwóch. Patrzył tylko na podłogę przed sobą, a dłonie zacisnął w pięści.
- Ja znam to pismo- odezwał się w końcu, gdy jego wzrok zwrócił sie ku karteczce.- To pismo Brada, pokłóciliśmy sie, gdy odszedłem, wiec robi mi teraz głupie dowcipy...
- Sprawdzimy to, twój kolega z klasy? Prawda Nash? – wychowawczyni kojarzyła młodzieńca, ponieważ był, jako jedyny pełnoletni z klasy.
- Tak, siedzi obok mnie i mi też ciągle dokucza, za to, że my wzięliśmy Sean’a do siebie, może jest zły, że to nie on poszedł z nami, tylko jego przyjaciel – kolejne kłamstwo, bo przecież nie mógł powiedzieć „on ma na mnie ochote”. – To dziwna osoba.
- Właśnie - przytaknął płomiennowłosy.
- Porozmawiam z nim- powiedział dyrektor. - A teraz wracajcie na lekcje... A! Panie Onni... Jeżeli usłyszę, że w tym roku będzie miał pan 70% nieobecności, wyleci pan - zagroził mężczyzna młodszemu z chłopaków.
- Ale gówno – szepnął blondyn, gdy wyszli z gabinetu i szli korytarzem. – Nieźle nas załatwił, zabije go za to, rodzice na pewno się o tym dowiedzą, niech tylko sąd nam ciebie nie zabiera, proszę… - jasnowłosy miał wymieszane emocje, smutek wymieniał się z gniewem, zaś strach z niepokojem.
- Nie odbiorą - powiedział cicho Sean, nie wierząc w własne słowa. – Chyba… - dodał po chwili, a oczy napełniły mu sie łzami. - Ja wiedziałem, że on nas nie zostawi... Zrobi wszystko abym wrócił do sierocińca i ciebie zostawił.
- Ale nawet daleko, ja będę kochać tylko ciebie – Nash objął chłopca, mimo iż byli w szkole i o te właśnie gesty rozchodziła się cała sprawa. – Nie pozwolę nikomu rozbijać mojej rodziny, Brad zapłaci mi za naruszanie mojej świętości – blondyn odprowadził ukochanego do klasy i pogłaskał po głowie na do widzenia. Zaraz potem poszedł na piętro drugie, gdzie mieściło się liceum. Wszedł milcząc do klasy i nie zdradzał żadnych emocji. Nawet Brad pomyślał, że jednak nic nie wyszło z jego podłego fortelu. Nash był spokojny, wyglądał tak jakby wrócił z rozmowy z przyjacielem, gdzie wypił dobrą herbatkę i zjadł pyszne ciasteczko.
*
Blondyn poszedł na umówione miejsce, pod ich drzewo. Wiedział, że teraz nauczyciele mają na nich oko, ale nie miał zamiaru zmieniać sposobu życia. Zatrzymał się na sekundę przy ławce Brada i zaczął bawić się jego długopisem, widział jak młodzieniec patrzy na jego dłonie, tak samo jak na resztę ciała, wzrokiem pełnym pożądania.
- Co robisz po lekcjach? – spytał się jakby rozmawiał z dobrym kolegą.
- A co cie to nagle tak interesuje?- zapytał osiemnastolatek, starając sie nie myśleć o możliwościach blondyna.
- Tak sobie spytałem, do następnej lekcji, pa – pomachał do niego od tyłu i specjalnie bardziej poruszył tyłkiem, czuł się jak idiota, lecz wiedział, że takim zachowaniem zachęci tego debila i potem będzie mógł to wykorzystać, co zrobi na pewno. Biegł przez szkolny trawnik na umówione miejsce, już z daleko widział skuloną postać ukochanego, na pewno płakał. Blondyn nienawidził całej tej szkoły, banda debili.
- Co ci zrobili, powiedz mi kto, a zaraz to załatwię – jasnowłosy pogłaskał płomienne włoski i przytulił skulonego chłopca do siebie. – Już nie płacz, jestem tu…
- Cała klasa się odwróciła ode mnie... Znowu jest tak, jak było, gdy przyszedłem do tej szkoły - otarł rękawem oczy. - Dlatego wagarowałem, aby nie spędzać w tym miejscu czasu... - wyjaśnił i przytulił sie do blondyna
- Nie martw się, podnieś swoją piękną buzię i pokaż im, że masz wszystko głęboko gdzieś, a jeśli ktoś będzie chciał cię uderzyć, to przyjdź do mnie, ja mu dopiero pokaże wtedy, skopie mu tyłek, że aż będzie prosił, aby mógł cię przeprosić – jasnowłosy otarł łezki z policzków rudego aniołka. – Nie płacz już, duzi chłopcy się nie mażą od takich rzeczy.
- Wiem, ale mnie to tak strasznie boli... A to tylko, dlatego, że przez 10 lat byłem sam. Chyba wolałbym się urodzić i w ogóle nie znać rodziców - chłopak po raz pierwszy wspomniał coś ze swojej przeszłości.
- Uspokój się i zjedz coś – jasnowłosy usiadł obok chłopaka i zmusił go do posiłku. – Nie przejmuj się tym już, ważne aby nas nie rozdzielili, tylko to się liczy teraz – ujął wolną dłoń brata i leciutko ją uścisnął. Miał ochotę go pocałować, objąć i szeptać jak bardzo go kocha. Przyjdzie czas, gdy będą się śmiać z tej sprawy, będą wtedy starymi dziadkami, ciągle trzymającymi się za ręce. -Będziemy już zawsze razem, obiecuję … - szepnął i przymknął oczy, poczym oparł głowę na ramieniu ukochanego.
*
Sean nie wytrzymał i uciekł z ostatniej lekcji. I tak kończył kilka godzin przed blondynem, więc juz myślał nad wymówką, jaką powie opiekunom. Obiecał sobie, że nie będzie im robił problemów z powodu wagarów, jednak złamał tę obietnicę szybciej niż mógł przypuszczać.
- Wróciłem...- oznajmił niepewnie wchodząc do domu i ściągając buty.
- Dobrze, że jesteś pierwszy słonko, chce z tobą porozmawiać – Pani Zaan miała niezwykle smutną twarz, lekko zapuchnięte oczy świadczyły o wcześniejszym płaczu przez wiele godzin. W drżącej dłoni ściskała kopertę, która była zaadresowana do niej i jej męża.
- Jeżeli chodzi o te wagary to ja to nadrobię, obiecuje!- płomiennowłosy wystraszył sie, że opiekunowie odkryli jego ucieczkę ze szkoły.
- Nie mówię o wagarach, ale o waszym związku, czemu nie powiedzieliście mi, że jesteście parą? – z oczu kobiety znowu popłynęły łzy. – Dostałam najpierw ten dziwny list ze zdjęciem, potem zadzwonili ze szkoły… - szatynka zakryła twarz dłońmi i dalej płakała. – Czemu mi nie zaufaliście, ja bym zrozumiała.
- Ale, ale.. To nie prawda! - zaprzeczył Sean i spojrzał na swoją mamę.- To głupi dowcip Brad'a! My rozmawialiśmy już z dyrektorem... - starał sie wszystko odkręcić.
Szatynka odrzuciła list i podbiegła do chłopca, objęła go mocno i zaczęła szlochać w jego drobne ramiona.
- Nie chce, żeby mi was zabrali, nieważne czy jesteście ze sobą czy nie, nie chce was obu stracić – kobieta mimo swego wieku drżała jak małe dziecko, które boi się zastrzyku. Tuliła się do małego ciałka Sean’a szukając w nim oparcia.
- Spokojnie, mamo. Ja tez nie chcę stąd odchodzić... - przytulił ją mocno do siebie, jakby bał sie, z juz zaraz ktoś pojawi się w drzwiach, aby wszcząć jakieś śledztwo w całej tej sprawie.
- Tata nie może się o niczym dowiedzieć – kobieta otarła łzy, mimo iż po chwili znowu pojawiły się w jej oczach nowe. – On tego nie zrozumie, nie będzie chciał słuchać, postaram się, aby niczego się nie dowiedział, a wy uważajcie na siebie, musimy jakoś się trzymać – smutny uśmiech poniekąd wzmocnił chłopca. Bezinteresowna miłość matki, takie uczucie sprawia, że nawet upadły anioł może powstać na nowo i rozwinąć skrzydła. – Będę teraz grzeczną mamusią i się uspokoję, a ty bądź kochającym synkiem i idź odrobić lekcje, zaraz zadzwonie do szkoły, że źle się poczułeś, ok.?
- Dziękuję... - Luna pocałował opiekunkę w policzek i poszedł do pokoju.
Nie był w stanie jednak zrobić lekcji, wiec usiadł na fotelu i patrzył się bezmyślne w okno
*
Gdy rudzielec był już w domu, Nash ciągle siedział na lekcji. Patrzył się znudzonym wzrokiem na tablice, a oczy same powoli mu się zamykały. Poczuł, że wargi od częstego ziewania stały się suche, więc przejechał po nich językiem. Na końcu zeszytu malował jakieś kółeczka i prostokąciki. Jeszcze 10 minut i koniec tej przeklętej lekcji, ale potem jest jeszcze jedna, na szczęście ostatnia. Na jego ławce wylądowała karteczka, popatrzył na nią i zamrugał kilka razy. Gdy rozwinął papierek rzuciło mu się w oczy pismo. Brad był na tyle głupi, że anonim wykonał własnoręcznie, dowodem na to był owy liścik. Wprawdzie był prowokujący, ale w ostateczności pokaże go dyrektorowi. Wtedy w jego głowie zrodził się pomysł, nie musiał ujawniać tej kartki, na której Brad wspominał, co robił swoimi ustami w lesie i jak bardzo mu się to podobało. Wystarczyło, że Nash zacznie mu zadawać inne pytania i potem da liściki i ujawni donosiciela. Przygryzł dolną wargę i zaczął coś skrobać na nowej kartce.
„Nie lubię, gdy tak mówisz, to obrzydliwe, lepiej powiedz coś ładniejszego, wtedy się zastanowię nad kilkoma sprawami, kto wie może zostaniemy wtedy przyjaciółmi”.
Gdyby nie fakt, iż siedział na lekcji, to już dawno by zwymiotował. Na samą myśl o bliższej znajomości z Bradem, robiło mu się niedobrze.
- Porozmawiamy na przerwie - szepnął osiemnastolatek i powrócił do notowania zadań z tablicy.
Blondyn przeklął w myślach. Chciał zdobyć jego pismo, nie potrzebował spotkań z Bradem. Na szybko starał się wykombinować jak wykorzystać tą sytuację. Miał wprawdzie jeden pomysł, ale nie chciał go realizować. Mógł przecież sprowokować osiemnastolatka, aby ten go zaczął dotykać, wtedy ktoś by zrobił zdjęcie, Nash mógłby pokazać dyrciowi fotografie i oczyści siebie oraz brata. Ale znowu on sam wyszedłby na homoseksualistę. Ciągle nie wiedział, co robić, zaś dzwonek jak na złość oznajmił przerwę.
komentarze [2]
Tytuł: Wesołych (yaoistycznych) Świąt~!!!
Kiedy: sobota, 11 kwietnia 2009 11:31:19
Kto: Sasi &
Inu
Ile: 1
WESOŁYCH ŚWIĄT
Jako, iż nie mam kreatywnego pomysłu na życzenia,
chciałabym w swoim i Inu imieniu
złożyć Wam - drodzy czytelnicy - serdeczne
życzenia:
- by każdy dzień był lepszy od poprzedniego;
- aby Słońce zawsze gościło na błękitnym niebie;
- żeby się spełniło chociaż jedno marzenie;
- abyście kroczyli przez życie z dumnie uniesioną głową;
- aby było mało łez, a duzo śmiechu;
no i najważniejsze...
Żebyście nigdy nie załowali żadnych, podejmowanych decyzji!
Sasi & Inu (per. Panda-san, hi hi ^^)
komentarze [1]
Tytuł: Obie się nudziły i teścik zrobiły
Kiedy: sobota, 28 marca 2009 19:50:24
Kto: Sasi &
Inu
Ile: 0
A oto i wyniki:
INU

You are a Sadistic Seme!
It takes a special kind of uke to appreciate the punishment you dish out. Making them beg for mercy is what you're all about. You give your uke the gift of pain, and the louder their moans are, the more satisfied with the relationship you'll be. It's no fun if they don't struggle, and struggle and torture is what the Dramatic Uke, your perfect match, lives for.
Most compatible with: Dramatic Uke
Least compatible with: Everyone else
SASI

You are a Dramatic Uke!
You are a tortured soul, and your main activity in life is getting tortured. In fact, you probably wouldn't be happy without something to moan and whine about, which makes you a perfect match for the Sadistic Seme. You are willing to give your body and soul to your partner, putting yourself under their complete control in an effort to escape the pain of your tragic past, although you know deep down there is never an escape.
Most compatible with: Sadistic Seme
Least compatible with: Don't Fuck With Me Seme, Romantic Seme
komentarze [0]
Tytuł: Apel i prośba w jednym
Kiedy: poniedziałek, 23 marca 2009 00:09:19
Kto: Sasi &
Inu
Ile: 0
Moi kochani własnie dodałam poprawioną wersje naszego pierwszego opka, śniezna opowieść. Przeglądajac dalej opowiadania natrafiłam na pierwszą pomyłkę myloga i jego powrotu.
Mianowicie chwilowo nie działą nam archwiwum z grudnia 2007 roku, czyli nagle opowiadanie sieć ma 3 roździały a powinno być 4 ;/
Sasi jutro jeszcze to sprawdzie, ale chiałabym już dzisiaj o coś was prosić.
Edit: naprawione dzia Sasu :*
Gorąco proszę abyście zgłaszali nam jakiekolwiek, nawet najmniejsze szkody, które zobaczycie!
To bardzo ważne!
Prosze najlepiejv zgłaszać wszytsko na gg (numer w panelu bocznym) lub pod tym komentarzem.
Dziekuję!
komentarze [0]
Tytuł: Powrót!
Kiedy: sobota, 27 września 2008 17:51:36
Kto: Sasi &
Inu
Ile: 8
Mylog działa, blog również. Dobrze? Źle?
Stwierdzcie sami.
A na bieżącą chwilę zapraszamy na:
Yaoi Imagination - rebirth
Sasi&Inu
komentarze [8]
Tytuł: Bardzo przepraszamy
Kiedy: środa, 3 września 2008 16:12:19
Kto: Sasi &
Inu
Ile: 9
Zdajemy sobie sprawę, ze liczba czytelników bloga zapewne gwałtownie spała, a wszystko przez (potwornie) długą przerwę.
Wakacje już za nami, rok szkolny sie zaczął. Czas wzmozonej pracy dla mnie (klasa maturalna), ale jak i dla Inu, która będzie studiować.
Na pewno nie porzucimy pisania, ale z powodu myloga postanowiłyśmy przenieść bloga na inną stronkę.
Adres podamy niedługo (jak Inu wróci z kolejnych wakacji) i tam też będziemy starały sie systematycznie dodawać notki.
W przeciagu 2tyg powinnysmy wrócić do systematycznego trybu pracy, wiec jeszcze trochę cierpliwosci.
Dziękujemy za wszelkie komentarze i tak wielka ilosć wejść, mamy też nadzieję, ze będziecie razem z nami mimo przenosin.
Powodzenia i do usłyszenia niebawem!
Sasi
komentarze [9]